Zamachowski pod ziemią - wieczór, który rozbawił i wzruszył Wieliczkę

Zamachowski pod ziemią - wieczór, który rozbawił i wzruszył Wieliczkę

W 16 maja w Komorze Alfonsa Długosza zrobiło się naprawdę gęsto od emocji. 135 metrów pod ziemią spotkali się Zbigniew Zamachowski i Roman Hudaszek, a Wieliczka dostała wieczór, w którym muzyka, opowieść i sceniczna energia poszły ramię w ramię 🎭

  • Recital Zbigniewa Zamachowskiego zamienił podziemia w scenę pełną życia
  • Sebastian Dela przypomniał, że w Wieliczce też zaczynają się sceniczne drogi
  • Wieliczka dostała wieczór, który zostaje w pamięci na dłużej

Recital Zbigniewa Zamachowskiego zamienił podziemia w scenę pełną życia

To nie był zwykły występ, tylko muzyczno-słowne spotkanie z artystą, który potrafi jednym zdaniem rozbroić salę, a chwilę później złapać ją za serce. Zamachowski prowadził publiczność przez opowieści i utwory z lekkością, która przychodzi tylko wtedy, gdy na scenie stoi ktoś naprawdę osadzony w tym, co robi.

Obok niego Roman Hudaszek dołożył własną klasę - jako pianista, wokalista i narrator spiął całość w elegancką, wyrazistą całość 🎹 Efekt był taki, że w podziemiach raz robiło się bardzo cicho, a za moment wybuchał śmiech i oklaski.

Sebastian Dela przypomniał, że w Wieliczce też zaczynają się sceniczne drogi

Wieczór rozpoczął Sebastian Dela, dziś absolwent Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej im. Leona Schillera w Łodzi , a kiedyś jeden z tych młodych artystów, którzy pierwsze doświadczenia zbierali właśnie na scenie Wielickiego Centrum Kultury. To miły, lokalny akcent, bo w takich chwilach widać, jak kultura potrafi wracać do swoich korzeni i budować ciągłość między dawnymi a obecnymi twarzami sceny.

Na powierzchni aura nie rozpieszczała - było chłodno i deszczowo, ale pod ziemią atmosfera miała zupełnie inny ciężar: skupienie, ciekawość i ten rodzaj obecności, który bierze się z dobrego spotkania z żywym słowem.

Wieliczka dostała wieczór, który zostaje w pamięci na dłużej

Publiczność wyszła z tego spotkania z czymś więcej niż tylko wspomnieniem koncertu. Taki format działa właśnie dlatego, że nie stawia na efekciarstwo, tylko na kontakt z wykonawcą i na miejsce, które samo z siebie robi wrażenie. W podziemiach Wieliczki to połączenie zadziałało wyjątkowo dobrze.

To także sygnał, że Wielickie Centrum Kultury nie zwalnia tempa i już szykuje kolejne wydarzenia, na które warto patrzeć z wyprzedzeniem. Jeśli ten wieczór miał coś udowodnić, to przede wszystkim to, że w Wieliczce publiczność lubi spotkania z kulturą, która mówi do niej bezpośrednio i bez zadęcia.

na podstawie: Wielickie Centrum Kultury.